trenermotocross

Cześć,

Witaj na moim blogu. Chciałbym krótko się przedstawić i zaoferować Ci swoją pomoc w przygotowaniach do sezonu lub rozpoczęciu Twojej przygody z motocross lub enduro.

Kocham motor-sport i wszystko co z nim związane! Zawodowo zajmuje się marketingiem i handlem. Obecnie pracuję dla Red Bull Racing Eyewear oraz prowadzę własną działalność handlową.

Mój nowy projekt „trenermotocross.pl” ma na celu wprowadzenie do Polskiego MX, dużej dawki profesjonalizmu, a ja sam, chciałbym związać swoją przyszłość z zawodową działalnością trenerską, która w przyszłości zaowocuje stworzeniem profesjonalnego ośrodka szkoleniowego.

 

Nazywam się Łukasz Kucharczyk. Urodziłem się w Kowarach 2 marca 1987 roku, zamieszkuję piękne okolice Dolnego Śląska, Karpacz/Mysłakowice.

 

Moja pasja do motor-sportu jest rodzinną tradycją, licząca swój początek od końca lat siedemdziesiątych.

Ową tradycję zapoczątkowali, mój ojciec i jego młodszy brat. Startując w samochodowych wyścigach płaskich, wyścigach górskich, KJS i Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski.

sport kucharczyk

We krwi zostały mi nawyki, oglądania się za wszystkim co wydaje ciekawy, odbiegający od standardów dźwięk. Uwielbiam prędkość, adrenalinę i wszystkie skutki uboczne, mieszanki tych dwóch słów. Dlatego już od dwudziestu trzech lat, żyję w przekonaniu, że motor-sport to nieodłączna część mojego życia.

Swój pierwszy pojazd, napędzany czymś innym niż mięśnie, dostałem w prezencie od taty. Był to, na owe czasy, szczyt marzeń każdego mojego rówieśnika.

sport kucharczyk

Kiedy trochę podrosłem zamieniłem PW50 na PW80. Trzybiegowy półautomat, o pojemności 80ccm i czterosuwowym cyklu pracy rozpędzał się do ponad 70km/h.

sport kucharczyk

Kiedy opanowałem zmiany biegów, bez sprzęgła, przyszła pora na pełnowartościowy motocykl enduro.Yamaha DT50 okazała się być jednak mułem bagiennym w stosunku do PW80 i „obcięła mi jaja” robiąc ze mnie osiedlowego pogromce szos z nadwagą. W tym błędzie żyłem jeszcze przez kilka lat, ujeżdżając „dupowozy” dla grzybiarzy pod tytułem SUZUKI DR 125.

Któregoś pięknego popołudnia, mój wujas, wyczytał w lokalnej gazecie o zawodach motocross w Olszynie Lubańskiej. Mając się za matadora i pogromcę leśnej ściółki, postanowiłem wziąć udział w Mistrzostwach Strefy Czeskiej Republiki. Czesi są moimi bliski sąsiadami, dlatego lokalizacja toru w Olszynie była dla nich ciekawą opcją zorganizowania tam jednej z rund.

Uzbrojeni po zęby w kombinezon jednoczęściowy, kask z szybą, zimowe buty i „grzybowóz”, pojechaliśmy na tor. Żeby tego było mało, pojechaliśmy tam od razu z myślą o ostrym starcie i współzawodnictwie.

Pogoda i to co zastaliśmy na miejscu, miało się nijak do moich wyobrażeń. Szybko zweryfikowano moje umiejętności, a ja sam, czułem się jak bym pierwszy raz w życiu siedział na motocyklu. Zgłosiliśmy się w klasie 125 ccm i z łączną liczbą 36 motocykli, wyjechaliśmy na pierwszy poranny trening. Wspominałem coś o pogodzie?

Lało, wiało i śmierdziało, wysokooktanową mieszanką dwusuwowych silników, wydających z siebie dźwięki rozwścieczonego stada szerszeni. Ja ze swoim czterosuwem o mocy dwóch koników polnych i dźwiękiem zdychającego z głodu trzmiela, zdobyłem się jedynie na przejechanie połowy okrążenia. Wessany w koleinę w drugim zakręcie, wyjechałem z niej tylko po to, by już na stałe, utknąć w złowrogim, spędzającym sen z powiek, wąwozie. Wyobraźcie sobie, jak to wszystko musiało wyglądać z punktu widzenia kibiców otaczających tor. To dzięki nim, udało mi się wydostać z trasy i dotrzeć żywy do busa. Czesi od tamtej pory darzyli mnie sympatią a dzięki poznanym zawodnikom Petr Bartos, Tomas Moucka, mogłem z zafascynowaniem przyglądać się ich jeździe i tym co wykonują w powietrzu.

Jeszcze tego samego dnia poznaliśmy Pana Zbigniewa Buraka. Przesympatyczny i lojalny człowiek który pchnął nas do przodu i pokazał co to motocross „by” Czeska Republika.

sport kucharczyk

* pierwsza przymiarka do prawdziwej crossówki. Wyglądałem jak pączek lecz czułem się niesmacznie.

Po kilku tygodniach sprowadziliśmy nasz pierwszy motocykl crossowy, kupiliśmy grilla, wtedy wszyscy na zawodach mieli grilla, parasol i trzy krzesełka. W międzyczasie urodził się mój brat, który przejął PW80.

Pojechaliśmy na trening do Olszyny. Od tej pory zaczęła się prawdziwa zabawa i ściganie.

sport kucharczyk

Rok 2001 był czasem w którym uczyłem się od podstaw i próbowałem wyzbyć się nawyków przejętych ze ścigania własnego cienia.

W 2002 przesiadłem się na Hondę 85ccm na dużych kołach. Wziąłem też udział w pełnym amatorskim cyklu Mistrzostw Czech, zdobywając czwarte miejsce klasyfikacji generalnej po dwunastu rozegranych rundach.

sport kucharczyk sport kucharczyk

Kolejnym etapem, trochę nie przemyślanym, były starty w Motocrossowych Mistrzostwach Polski w klasie 80ccm.

sport kucharczyk

Plasowałem się poza pierwszą dziesiątką, co mocno wpłynęło na moje ego, przyzwyczajonego do stawania na podium w amatorskich zawodach w Czechach.

Znowu mój biedny tyłek, wylądował w Olszyńskim wąwozie. Rozwaliłem się tam porządnie, nie dolatując skoku na jednym z treningów. Częściowa amputacja palca u stopy, mimo profesjonalnych butów, złamany obojczyk i żebro. Wycofało mnie ze startów i treningów na kilka tygodni.

Wracając po rehabilitacji, przesiadłem się na motocykl o pojemności 125 ccm.

sport kucharczyk

Suzuki RM 125, 2000r.

Wydech Procircuit, dobre zawieszenie, pozwalało wejść na wyższy poziom ścigania. To były naprawdę dobre czasy w Polskim MX. Czołówka Polski, między innymi; Maciej Zdunek, Łukasz Kurowski, Michał Stępiński, Karol Knap, Bartek Ogłaza, Łukasz i Karol Kędzierscy i wielu, wielu innych, naprawdę dobrych „szoferów”.

Mistrzostwa Polski Motocross, przeżywały swój wzlot i były dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem.

sport kucharczyk

sport kucharczyk

Klasa 125 Junior, łączona ze 125 Senior, była najbardziej liczną i „wściekłą” klasą w całej stawce. To był czas, kiedy szybkich zawodników było najwięcej a przyjechanie w dziesiątce było nie lada wyczynem.

Tutaj muszę śmiało stwierdzić i przyznać się, że popełniłem błąd. Błąd który nie pozwolił mi na wykręcenie satysfakcjonującego wyniku. Lekceważenie treningu przygotowawczego, kondycyjnego, znajdowanie sobie lżejszych zajęć, spowodowało że nie nadążyłem z rozwojem siły i kondycji za przyrostem mocy, prędkości i przeciążeń na jakie powinienem być gotowy przechodząc do wyższej klasy.

Moja średnia forma trwała przez kilka sezonów, do czasu zaprzestania startów, plasowałem się w pierwszej dziesiątce trzy lata z rzędu.

Kiedy uświadomiliśmy sobie z ojcem że nie stać nas na więcej, lekko zażenowany, mocno pochyliłem się nad metodyką nauczania, trenowania, konkurencji Motocross w dyscyplinie Motor-sport.

 

… ciąg dalszy wkrótce.